Wspomnienia 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


 
Czesław Nowarski

Tadeusz Słowikowski
i dydaktyka historii jego czasów

 

Pamięć o profesorze Tadeuszu Słowikowskim, współtwórcy powojennej dydaktyki historii w Polsce, trwa niezmiennie w umysłach i sercach wielu nauczycieli i pracowników nauki. Mimo upływu czasu można śmiało powiedzieć, iż swoją życzliwą postawą oraz profesjonalizmem wykuł on trwałe wzory w zakresie rozumienia i uprawiania tej dyscypliny teoretyczno-praktycznej

Do dzisiaj, choć od jego śmierci mija właśnie dziesięć lat, powracają przy różnych okazjach ciekawe epizody z udziałem profesora. Przywoływane są jego powiedzenia, żarty i ulubione anegdoty. Wplata się je w konteksty ówczesnych zajęć dydaktycznych, konferencji czy spotkań towarzyskich. W celach porównawczych cytowane są nieraz poglądy profesora odnośnie różnorodnych kwestii badawczych oraz edukacyjnych. Odsłania się w nich nader aktualne inspiracje i wskazania, ułatwiające rozwiązywanie współczesnych problemów w dziedzinie nauczania - uczenia się historii.

Tadeusz Słowikowski przyszedł na świat 2 sierpnia 1907 r. w Opatkowicach k. Proszowic, w rodzinie nauczycielskiej, od trzech pokoleń związanej z tym zawodem. Jego ojciec Bolesław był nauczycielem szkoły ludowej. Swoją ideowością sprawiał, że dom rodzinny Słowikowskich wypełniała atmosfera niepodległościowa i patriotyczna, przemożnie wpływając na mentalność, a także osobowość młodego Tadeusza. W przyszłości jej ślady spotykać będzie można w rozważaniach profesora o teleologii edukacji historycznej dzieci i młodzieży. Chociaż czasy, w których żył i tworzył, nie sprzyjały swobodnej i nieskrępowanej wymianie myśli dydaktyczno-wychowawczej to jednak udało mu się zachowywać umiar w ope rowaniu retoryką, charakterystyczną dla propagandy PRL-u. Trafnie uchwycił tę cechę Marian Tyrowicz, zauważając w swoich wspomnieniach, iż "Słowikowski umiejętnie przesłaniał dezyderaty ideo logiczne, nie pasujące swym propagandowym natręctwem do rozważań naukowych, kładzeniem nacisku na teoriopoznawcze, psychologiczne, praktyczno-szkolne i techniczne zagadnienia dydaktyki w terenie".

Trzeci od lewej: T. Słowikowski
Od lewej: Feliks Kiryk, Adam Przyboś, Tadeusz Słowikowski, Zbigniew Tabaka

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na przedwojenne drogi życiowe profesora, które zapewne wydatnie wpłynęły na jego postawę i sposób myślenia w okresie PRL-u. Po ukończeniu gimnazjum w Miechowie (1926) przyjechał do Krakowa i tu odbył studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, uzyskując w 1931 r. stopień magistra filozofii. Równolegle interesował się historią sztuki, czyniąc z niej drugą specjalność. Wielokrotnie później w rozmowach i wspomnieniach wracał do czasów studenckich. Uogólniając treść opisywanych przeżyć można śmiało skonstatować, iż nad wyraz pozytywne piętno wywarły na nim kontakty z plejadą czołowych wówczas historyków polskich: Ludwikiem Piotrowiczem, Władysławem Konopczyńskim, Wacławem Sobieskim, Stanisławem Kotem, Roman Grodeckim, Władysławem Semkowiczem.

Bodaj największe uznanie profesora zyskał jednak Jan Dąbrowski - znakomity wówczas polski mediewista, łączący zainteresowania historią polityczną i organizacją nauki oraz nauczania szkolnego. Tadeusz Słowikowski był pod wrażeniem jego wykładów syntetycznych z dziejów Polski średniowiecznej. Doceniał sposób prezentacji stosunków polsko-węgierskich, polsko-francuskich czy polsko-włoskich, oparty z reguły na dociekliwej analizie, polemice i surowej krytyce źródeł, zwłaszcza zagranicznych, dotyczących przeszłości naszego kraju. Z aprobatą podkreślał fakt, iż przez pewien czas Jan Dąbrowski był przewodniczącym Komisji Dydaktycznej PTH i autorem podręczników historii do szkół średnich. Łączył więc aktywność naukowo-badawczą z działalnością dydaktyczną na forum akademickim i w obszarze szkolnictwa średniego (pracował okresowo jako historyk gimnazjalny). To najwyraźniej imponowało naszemu profesorowi. Zapewne myślał o pójściu w jego ślady.

W 1932 r. zdał egzamin nauczycielski. Nie znalazłszy jednak odpowiedniej pracy w Krakowie rozpoczął praktykę jako szkolny historyk w I Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie. Po roku, złożywszy niezbędny egzamin państwowy, uprawniający do nauczania historii w szkołach średnich, przeniósł się do I Gimnazjum im. Jana Długosza w Nowym Sączu, gdzie uczył historii do 1939 r. W ten sposób gromadził pierwsze cenne doświadczenia dydaktyczne, które pobudzały w nim refleksję teoretyczną nad istotą poznania historycznego dzieci i młodzieży. Już wtedy dał się poznać jako nauczyciel poszukujący i refleksyjny. Zasłużył na uznanie władz szkolnych i nowosądeckiego środowiska lokalnego. Podjął też wtedy pierwsze próby pisarskie. Stopniowo stawał się autentycznym nauczycielem i wychowawcą. Był m.in. opiekunem Straży Przedniej i redaktorem odpowiedzialnym w czaso piś mie młodzieżowym "Zew Gór". W 1936 r. objął stanowisko kierownika grupy metodycznej nauczycieli historii okręgu nowosądeckiego. Po trzech latach wybuchła II wojna światowa i życie T. Słowikowskiego uległo radykalnej zmianie. Opuścił Nowy Sącz i wrócił w rodzinne strony.

Podczas okupacji niemieckiej, przebywając u rodziców, brał udział w tajnym nauczaniu na terenie Proszowic i w okolicy. Oficjalnie pracował zaś jako sekretarz w Związku Plantatorów Tytoniu. Jak widać - uczestnicząc w działalności tajnych kompletów nie zrezygnował z pracy w umiłowanym zawodzie nauczycielskim. Wkrótce po wyzwoleniu Krakowa, jeszcze w styczniu 1945 r., powrócił do miasta swoich studiów i otrzymał etat nauczyciela historii w II Gimnazjum i Liceum im. św. Jacka. Po likwidacji tej szkoły przeniósł się do I Liceum im. B. Nowodworskiego, w którym uczył historii do 1955 r. Równocześnie kierował Wojewódzkim Ośrodkiem Metodycznym Nauki o Polsce i Świecie Współczesnym w Kuratorium krakowskim oraz przewodniczył pracy Sekcji Historii Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia Kadr Oświatowych w Krakowie.

Nietrudno zauważyć, iż młodego Tadeusz Słowikowskiego pociągała nie tylko praca pedagogiczna i organizacyjna. W czasie studiów ujawniał ambicje badawcze, rozbudzane kontaktami naukowymi z doborową kadrą uniwersyteckich profesorów, szczególnie ze wspomnianym już Janem Dąbrowskim. Był on promotorem jego pracy magisterskiej. Nic więc dziwnego, że po wojnie odnowił z nim współpracę naukową. Jej efektem była dobrze wykonana praca doktorska pt. Zbigniew Oleśnicki wobec elekcji Kazimierza Jagiellończyka, obroniona w 1947 r. W roli recenzenta wystąpił Kazimierz Piwarski.

Kolejne lata przyniosły jednak zmianę zainteresowań naukowych Tadeusz Słowikowskiego. Zaczął stopniowo odchodzić od mediewistyki, koronnej dziedziny swego promotora. Na pierwsze zaś miejsce wyprowadzał badania historyczno-dydaktyczne, najwyraźniej preferując dziedzinę dydaktyki historii. Tłumaczy się to faktem długoletniej praktyki szkolnej profesora, a także coraz bardziej niekorzystną sytuacją w nauce historycznej, przeżywającej od końca lat 40. do połowy 50. napór stalinizmu z osławionym "szturmem ideologicznym" na czele. Bez wątpienia od schyłku lat 40. aż do końca swego życia uprawiał on szeroko rozumianą dydaktykę historii, która znajdowała się w centrum jego naukowych studiów i badań źródłowych. To z jej powodu stał się postacią popularną w środowisku nauczycielskim i pedagogicznym.

Korzystną okolicznością sprzyjającą realizacji nowych zadań badawczych był fakt zatrudnienia Tadeusza Słowikowskiego w szkolnictwie wyższym. Początkowo (1949) wygłaszał on wykłady i prowadził ćwiczenia z zakresu nauki o Polsce i świecie współczesnym na UJ oraz na Politechnice Krakowskiej. Po dwóch latach (1951) podjął pracę w niedawno utworzonej Wyższej Szkole Pedagogicznej, z którą związał się do końca swojego pracowitego życia. Zaczął tu od stanowiska wykładowcy dydaktyki historii (analogiczne obowiązki realizował w formie zajęć zleconych na UJ do 1965 r.). Następnie był zastępcą profesora, potem został docentem (1960), zaś po dziewięciu latach uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego (1969).

Uważa się T. Słowikowskiego za dydaktyka historii i historyka oświaty, współtwórcę polskiej teorii edukacji historycznej, wybitnego nauczyciela akademickiego. Trzykrotnie wydawany przezeń podręcznik Metodyka nauczania historii. Podręcznik dla studium nauczycielskiego (1967) (zmiana tytułu w kolejnych wydaniach (1972, 1975) polegała na usunięciu członu podręcznik dla studium nauczycielskiego) symbolizuje dorobek dydaktyczno-historyczny profesora oraz wskazuje kierunek ówczesnego rozumienia oraz rozwijania dydaktyki historii, która wciąż walczyła o rację bytu jako dyscyplina akademicka. W tym miejscu trzeba koniecznie wspomnieć o utrzymujących się przez dziesięciolecia po 1945 r. rozbieżnościach w nazewnictwie, artykułowanych zamiennym używaniem terminów: "metodyka nauczania historii" i "dydaktyka historii". Dzieje wzmiankowanego podziału, a zarazem długotrwałe kontrowersje z tym związane wyczerpująco omawia Jerzy Maternicki w pierwszej części podręcznika Dydaktyka historii (współautorzy: Cz. Majorek, A. Suchoński; 1993, 1994). Termin "dydaktyka historii" funkcjonował w polskiej literaturze dydaktyczno-historycznej już na początku II Rzeczypospolitej. Jednakże w latach 50. i 60. zaczął być rugowany przez zwrot "metodyka nauczania historii". Była to bez wątpienia konsekwencja naśladownictwa terminologii obowiązującej wówczas w Związku Radzieckim. Jednocześnie rozpowszechniała się nieuprawniona dowolność w interpretowaniu tej dziedziny wiedzy i umiejętności pedagogicznych. Aby powstrzymać chaos terminologiczny w niej obecny zaczęto podejmować próby ujednolicenia językowego. Dlatego w kolejnych dziesięcioleciach uwidocznił się powolny powrót do nazwy "dydaktyka historii".

Bilansując i oceniając powojenny dorobek polskiej dydaktyki historii Jerzy Maternicki zauważył, iż w pierwszych dziesięcioleciach PRL była ona "umiejętnością fachową", powielającą praktyczne doświadczenia wyróżniających się nauczycieli i wytyczającą określone normy postępowania w procesie szkolnego przekazywania uczniom wiedzy historycznej. W początkowym etapie jej rozwoju, trwającym do połowy lat 50., charakteryzowała się nadmiernym schematyzmem i praktycyzmem z dominującą tzw. wymianą doświadczeń. Wyraźnie wówczas obniżył się poziom refleksji historyczno-dydaktycznej, która często przybierała postać płytkiego komentarza ideologicznego, związanego z aktualnie wprowadzanymi programami i podręcznikami. Na margines spychane były sprawy ściśle dydaktyczne, dotyczące możliwości percepcyjnych ucznia i rozwoju jego zdolności poznawczych. Z kolei w II połowie lat 50. pojawiło się dążenie do porzucania tradycyjnej metodyki przepisów i wskazówek, hamujących twórczość i inicjatywę nauczycieli historii. Natomiast w latach 60. do pilnych zadań dydaktyki historii zaliczono m.in. rozstrzyganie problemu doboru materiału nauczania. Stawiano takie pytania, jak np.: "czego uczyć", "jak kierować procesem poznawania przeszłości przez ucznia", "po co uczyć historii", "kto ma to czynić". Poszukując rozwiązań cytowanych problemów zaczęto przekształcać tę dyscyplinę w teorię nauczania. W centrum jej zainteresowań badawczych znalazły się takie kwestie, jak: przedmiot poznania ucznia, organizacja i metody pracy nauczyciela i uczniów, efektywność metod nauczania historii oraz zasady stosowania środków dydaktycznych.

Wzmiankowany wcześniej podręcznik T. Słowikowskiego podjął większość z podanych wyżej zagadnień. Stanowił on istotny wkład w rozwój teorii nauczania historii w Polsce i przez wiele lat służył studentom oraz nauczycielom tego przedmiotu. Autor nie ograniczał się w nim do powielania praktyki nauczania, lecz dążył do uogólnień i nasycenia teorią dydaktyczną tego, co sam doświadczył i odkrył w przeszłości, a także co zaobserwował lub zbadał empirycznie. Używając terminu "metodyka nauczania historii" twierdził, że jest ona nauką pedagogiczną, zaś jej podstawy metodologiczne mają umocowanie w metodologii historii, psychologii rozwojowej, dydaktyce ogólnej oraz teorii poznania. Powinna się zajmować badaniem procesu poznawczego ucznia, ustalaniem jego prawidłowości przez obserwacje, wywiady, pomiary socjologiczne, eksperymenty pedagogiczne i zbieranie doświadczeń nauczycieli, a następnie ich uogólnianie.

Podręcznik T. Słowikowskiego składa się z rozdziałów poświęconych historii jako przedmiotowi nauczania w szkole, metodom wprowadzania nowego materiału historycznego, metodom utrwalania wiadomości historycznych i ich kontroli, formom organizacyjnym nauczania historii, środkom metodycznym oraz nauczycielowi i jego warsztatowi pracy. Autor, idąc śladami A. Bornholtzowej, postawił cztery zasadnicze pytania, na które dydaktyka historii jego czasów zaczęła szukać odpowiedzi - czego uczymy, kogo uczymy, kto może uczyć i jak należy uczyć. Wychodzą więc naprzeciw wyżej podniesionym sprawom, nurtującym ówczesne gremia dydaktyków i nauczycieli historii. W podręczniku, napisanym komunikatywnym językiem, czytelnik bez trudu odnajdzie też liczne przykłady porad praktycznych, świadczących o nauczycielskich doświadczeniach autora, wyniesionych z kilkuletniej pracy w szkołach średnich na terenie Częstochowy, Nowego Sącza i Krakowa. Na tej podstawie wysunięty został wniosek, iż autor położył duży nacisk na praktyczne, niejako "usługowe" funkcje dydaktyki przedmiotowej, upatrując w doświadczeniach nauczycieli jedno z głównych źródeł wiedzy dydaktyczno-historycznej.

Bibliografia prac Tadeusza Słowikowskiego przekroczyła liczbę 170 pozycji. Wśród nich znajdują się publikacje dotyczące zarówno problematyki nauczania-uczenia się historii, szerszej refleksji dydaktycznej, jak też dziejów edukacji historycznej. Autor starał się dowodzić, iż metodyka nauczania historii jest swoistym przedłużeniem dydaktyki ogólnej, natomiast dydaktyka historii to nauka o historycznej świadomości. W swoich pracach popularyzował nie tylko dorobek powojennej teorii dydaktycznej, ale także upowszechniał własne, bogate doświadczenia nauczycielskie zdobyte w szkołach i podczas licznych kontaktów instruktażowo-metodycznych z nauczycielami.

Dydaktyce historii czasów Tadeusza Słowikowskiego zarzucano niekiedy, iż do swoich węzłowych zagadnień zaliczyła m.in. drobiazgową nieraz analizę metod nauczania i środków dydaktycznych, stosowanych przez nauczyciela. O wiele mniejsze znaczenie przykładała zaś do przekazywania informacji na temat celów oraz form organizacyjnych nauczania tego przedmiotu. Także treści kształcenia historycznego nie budziły u jej przedstawicieli większego zainteresowania. Z badań Czesława Majorka wynikało, iż w obszernym, 351 stron druku liczącym, podręczniku Czesława Szybki (Metodyka nauczania historii w szkole średniej 1966) temu istotnemu problemowi zostało poświęconych zaledwie 19 stron, czyli 5,4% objętości tekstu. Jeszcze skromniejsze rozważania na ten temat odkrył on w omawianym wyżej podręczniku T. Słowikowskiego. Na ogólną liczbę 196 stron książki analiza treści nauczania historii zajmuje w nim zaledwie 9 stron, co stanowi 4,5% całości. Tak więc autorzy dwóch podręczników metodycznych z lat 60. ograniczyli się tylko do ogólnej prezentacji materiału historycznego, nie analizując dokładnie jego konstrukcji i wartościowania pod kątem wychowawczych i kształcących zadań przedmiotu.

Cechą wspólną ówczesnych koncepcji dydaktyki (metodyki nauczania) historii było kojarzenie jej wyłącznie z edukacją szkolną na tym polu. Zawężanie przedmiotu i zadań omawianej dyscypliny nie wytrzymało jednak próby czasu. Stopniowo rosły jej cele, zadania oraz perspektywy badawcze. Obecnie uważa się ją za naukę o mechanizmach edukacji historycznej społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży, zarówno współcześnie, jak i w przeszłości. Ma się ona zajmować złożonymi procesami przenikania wiedzy historycznej do społeczeństwa, kształtowaniem się jego świadomości i kultury historycznej, działalnością edukacyjną w tym zakresie różnych instytucji, np. rodziny, kościołów, organizacji politycznych i społecznych, mediów, ze szczególnym uwzględnieniem szkoły.

Czesław Nowarski  

 

Wspomnienie

Profesora Tadeusza Słowikowskiego poznałem w połowie lat sześćdziesiątych, z lektury jego publikacji. Res pekt budziła jego erudycja i bardzo komunikatywny sposób prezentacji złożonych problemów dydaktyki historii. W mojej wyobraźni jawił się jako człowiek surowy i mało wyrozumiały dla początkujących dydaktyków.

Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie decyzja promotorki mojej pracy doktorskiej, doc. Adeli Bornholtzowej, że profesor Słowikowski będzie jednym z recenzentów. Protesty rozbawiły tylko moją mistrzynię. Powiedziała: "Tadzia nie musi się pan obawiać. On nie skrzywdziłby nawet muchy, a co dopiero człowieka". W końcowym etapie pracy nad doktoratem wybrałem się do Krakowa na konsultacje do przyszłego recenzenta. Przyjął mnie życzliwie, serdecznie, jak starego znajomego. Wszystkie moje obawy i uprzedzenia prysnęły, jak bańka mydlana. Z uwagą i przejęciem słuchałem opinii i rad, zerkając ukradkiem na piękne zbiory porcelany, z których profesor był dumny.

Podbudowany życzliwymi słowami, że rozprawa zapowiada się jako interesująca, postanowiłem zrewanżować się nie mniej miłymi słowami. Przypomniałem sobie charakterystykę profesora wygłoszoną przez zaprzyjaźnioną z nim moją mistrzynię, oszczędną w komplementowaniu ludzi nauki. W pewnej chwili stwierdziłem przymilnie: "Pani profesor Bornholtzowa mówiła, że Pan jest złotousty". Profesor Słowikowski zareagował na te słowa uśmiechem. W kącikach jego ust dostrzegłem na zębach złote koronki. Dwuznaczność mego komplementu przeraziła mnie. Przecież chciałem powiedzieć, że słyszałem o profesorze, jako o cenionym przez studentów wykładowcy. Wyszło jednak na to, że oceniałem... uzębienie mojego rozmówcy. Po plecach przeszły mi dreszcze. Ta stomatologiczna wypowiedź może odbić się na końcowym etapie mojego doktoratu - pomyślałem. Nie było jednak tak źle.

Jerzy Centkowski

 
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka